Do Kuby - ludzie listy piszą

kuba_glowa_500_gray.jpgOkazuje się, że nie tylko ja czegoś nie rozumiem.

Pociesza mnie to, że inni też tego nie rozumieją...

 

Im więcej takich nas będzie, tym mniej okrucieństwa wobec ludzi i zwierząt będzie się wokół nas panoszyć.

Oto jeden z listów w tej sprawie:

 


 

"Wczoraj obejrzałam po raz pierwszy ten krótki filmik z informacją o podpaleniu Kubusia i prośbą o wsparcie na jego leczenie...
Chociaż z zapartym tchem czytam wszystkie informacje o stanie jego zdrowia i oglądam wszystkie zdjęcia, to jednak wczoraj podczas oglądania wspomnianego filmu serce aż mnie zabolało, a z oczu łzy same popłynęły...
Nie mogę się pogodzić z bezmyślnym okrucieństwem ludzi wobec zwierząt. Nie rozumiem tkwiącej w ludziach potrzeby znęcania się nad Bogu ducha winnymi zwierzakami i im zadawania bólu...
Kiedyś myślałam, że sadyzm, wszelkiego rodzaju zwyrodnialstwo i bestialstwo były zjawiskiem typowym dla hitleryzmu i wszelkich praktyk z nim związanych od ulicznych egzekucji począwszy, a na obozach koncentracyjnych kończąc. Tyle, że ponoć taka postawa była świadomie i systemowo wyuczana i zaszczepiana przyszłym funkcjonariuszom III Rzeszy...
Skąd w takim razie dzisiaj bierze się to w ludziach, w nas Polakach? Mówi się o frustracji... .
Boże mój, różnie mi w życiu bywało, często było źle i okrutnie, dzieciństwo wspominam, jak koszmar, bywałam głodna, doświadczyłam nawet wyrzucenia mnie z domu (jak psa?) przez ojca, gdy miałam 9 lat... Szkoda nawet słów...
Jednak nigdy, przenigdy nie przeszła mi przez głowę myśl, żeby odreagować na zwierzęciu, żeby zadać cierpienie, żeby wziąć odwet na bezbronnej istocie. Wręcz przeciwnie - odkąd pamiętam zawsze byłam wrażliwa na krzywdę zwierząt.
A jak słyszę, że biednym dzieciom trzeba pomagać, a nie przejmować się kundlami, to dostaję szału!
Mówi się też o braku edukacji...
Jak to możliwe w czasach ogólnego dostępu do mediów, w czasach internetu?
Kościół nam się rozpanoszył we wszystkich instytucjach, a nie ma w jego naukach miejsca na upominanie się o los zwierząt, o miłosierdzie dla nich i należytą opiekę...

[niezupełnie tak jest, ale zdecydowanie za mało i za cicho Kościół zajmuje się tą tematyką i edukacją w tym zakresie - powinien brać przykład ze św. Franciszka z Asyżu - komentarz Szczepana Kawskiego]

Mamy XXI wiek, a tyle osób ma wątpliwości czy aby na pewno zwierzęta odczuwają ból?
Skąd tyle niewrażliwości i bezduszności w funkcjonariuszach organów ścigania, w prokuratorach, w sędziach?
Wszak to ludzie wykształceni, a więc w ich przypadku nie można
zrzucić winy na ciemnotę?!
Nie pojmuję tego wszystkiego, nie rozumiem skąd w czasach pokoju bierze się w ludziach tyle zła?
Mój syn ma 23 lata, a kiedy kot wpadł mu pod koła samochodu przez kilka godzin płakał w poduszkę, jak małe dziecko...
Od kiedy pamiętam zawsze zawoziliśmy ranne ptaki do ZOO (do ptasiego azylu), każdej zimy jeździmy na targ i "rujnujemy się" na nasiona i orzechy dla ptaków i wiewiórek, zawozimy biedne psy do schroniska.... Mamy zresztą w domu ze schroniska dwa dorosłe psiaki ciężko doświadczone przez ludzi, których pewnie nikt by nie wziął właśnie ze względu na ich pokaleczoną psychikę...
A to są dzisiaj nasze dwa wierne i kochane pieszczochy. Nawet na chwilę nie odchodzą ode mnie, kiedy jestem w domu. Towarzyszą mi we wszystkich zajęciach przez co często potykam się o nie, czasem przewracam...:) Ale nawet to jest zabawne, a ich przywiązania do nas i radości, jaką wnoszą do naszego życia nic nie zastąpi.
I Kubusiowi też pomagam i będę pomagać w miarę swoich możliwości, bo zawsze w moim domu tak było, że kiedy zwierzę chorowało, to się zaciskało pasa i walczyło o jego zdrowie.
Bo zwierzęta były i są częścią mojego świata, a w zasadzie to ja jestem częścią ich świata. Zwierzęta są mi do życia potrzebne jak tlen, bo nie ma w nich zła i nienawiści. Wnoszą do domu ciepło i dobrą energię...
Skąd więc takie różnice w naszym podejściu do zwierząt? Skąd w ludziach bierze się to okrucieństwo i potrzeba znęcania się nad zwierzętami?
Nie umiem tego pojąć i pewnie już nie pojmę...

Renata"


 

st-Franciszek z Asyżu.gifWitam serdecznie!

Bardzo pięknie to Pani ujęła:-))

Bardzo dziękuję za wsparcie dla Kuby

Pani tekst zamieszczę na stronie Gabinetu w moim blogu - mam nadzieję, że nie ma Pani nic przeciwko temu.

Pozdrawiam,
Szczepan Kawski


 

"Witam ponownie...:)

I odniosę się szerzej do kwestii działalności - a ściślej rzecz ujmując braku działalności - Kościoła na rzecz poprawy losu zwierza w naszym kraju... .

Dla jasności dodam, że jestem osobą wierzącą, wychowałam się w wierze katolickiej i takie wychowanie dałam swojemu synowi.

Jednak ze smutkiem muszę wyznać, że to właśnie postawa księży bardzo mnie zniechęca do praktykowania...

Ale wracając do tematu...

Na mój stosunek do zwierząt, a także na postawę mojego syna wobec czworonogów, jego rówieśników czy znane mi osoby, w żadnej mierze nie miał wpływu Kościół. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek księża na lekcjach religii czy w kazaniach kościelnych upominali się o los zwierząt, wskazywali na potrzebę godnego ich traktowania. Powiedzieć, że Kościół robi za cicho i zbyt mało w tej sprawie, to nazbyt delikatna opinia.

I nie chodzi wcale o zbieranie datków na rzecz bezdomnych czy krzywdzonych zwierząt. Chodzi o poruszanie tego tematu przez księży, zwracanie uwagi na istniejący problem i napiętnowanie okrucieństwa wobec zwierząt czy już samego przedmiotowego ich traktowania. Kościół na ten temat milczy, ten temat praktycznie nie istnieje.

Proszę zwrócić uwagę, że najgorzej w naszym kraju wygląda los zwierząt na wsi, a więc właśnie tam, gdzie Kościół ma największy wpływ na swoich parafian. Od pokoleń, po dzień dzisiejszy wieś jest tym środowiskiem, gdzie społeczność najbardziej liczy się z opinią księdza i nikt nie ma na nią takiej siły oddziaływania, jak ksiądz. Ksiądz na ogół zna wszystkich swoich parafian, bywa u nich w domach, chociażby chodząc po kolędzie. I jestem przekonana, że taki jeden czy drugi ksiądz mógłby bardzo dużo zrobić dla poprawy losu psów w podległej mu wiosce, gdyby tylko chciał - zwracając uwagę, przypominając, upominając, zawstydzając lub chwaląc i wskazując przykłady godne naśladowania... Naprawdę nie trzeba wiele wysiłku i żadnych pieniędzy. Tylko choć odrobinę dobrej woli, a nade wszystko dostrzeżenia problemu. Bo póki co, to dla Kościoła ten problem nie istnieje.

To prawda, że mamy św. Franciszka z Asyżu i na ogół każdy katolik o nim słyszał, ale nic z tego nie wynika w praktyce dla naszych braci mniejszych, których ten święty kochał.

U wielu gorliwych i pobożnych katolików stoi psina przywiązana na krótkim łańcuchu, wyleniała, zapchlona, która zimą marznie w dziurawej budzie, a latem patrzy na odwróconą miskę do góry dnem, w nadziei, że pan się zlituje i w końcu naleje wody. Je byle co, spleśniały chleb z wodą, a często łańcuch wrasta się w skórę.

Proszę mi powiedzieć, gdzie jest głos księdza w takich przypadkach?! Przypadkach nagminnych, powszednich? Gdzie jest głos księdza, który przychodzi po kolędzie, przechodzi obok takiego wyniszczonego i umęczonego stworzenia? Dlaczego milczy? Dlaczego nie zwraca uwagi swojemu parafianinowi? Dlaczego go nie upomina i nie zawstydza? Dlaczego go nie gani za taką postawę i takie bezduszne traktowanie zwierzęcia???

Właśnie dlatego, że ten temat dla księdza nie istnieje. Choć powinien!!!!

Jeżeli są gdzieś wioski czy miejscowości, gdzie księża postępują inaczej, gdzie upominają się o los zwierząt, to są to wyjątki potwierdzające regułę.

Kościół ma ogromną władzę nad znakomitą częścią naszego społeczeństwa i gdyby chciał, gdyby faktycznie angażował swoje wysiłki w kierunku polepszania losu naszych zwierząt, mógłby zdziałać bardzo, bardzo wiele.

Problem w tym, że nie chce i nie robi... .

Renata"


I wywiązała się dyskusja na temat przyczyn, dla których Kościół nie pełni aktywnej roli w przeciwdziałaniu zabijaniu zwierząt i okrucieństwu wobec zwierząt przez właściwie prowadzoną Katechezę w tym zakresie, a pretekstem do tych rozważań są listy w sprawie Kuby.
Przeczytajcie:

 

 

sw franciszek1.JPGWitam!

Niestety, ja też nie rozumiem, dlaczego z takim uporem odmawia się zwierzętom należnego im miejsca w Katechezie.

Nie rozumiem, dlaczego przemilcza się kwestie właściwego stosunku do zwierząt i nie zwraca się na co dzień uwagi na nasze grzechy przeciw Stworzeniom Bożym?

Nie rozumiem, dlaczego nie piętnuje się czynów okrutnych,wobec zwierząt, ich nieuzasadnionego zabijania czy zwykłego zaniedbywania?

Myślę, że nadszedł czas na to by rozpocząć publiczną dyskusję na ten temat.

Myślę, że nadszedł czas na to by zachęcić Kościół i księży do wyjaśnienia swojej postawy obojętności i bierności, podczas gdy mają tak wspaniały wzorzec do naśladowania.

Nie dziwi mnie w tym ujęciu sprawy niemożność znowelizowania Ustawy o ochronie zwierząt do kształtu, w którym rzeczywiście skutecznie chroniłaby zwierzęta przed okrucieństwem i zaniedbaniem ludzi i dawałaby odpowiednim organizacjom społecznym i służbom instrumenty do efektywnego działania.

Nie dziwi mnie też w tym ujęciu, dlaczego wielu funkcjonariuszy publicznych i sędziów nie widzi nic złego w dręczeniu zwierząt, albo uważa, że stanowi to niewielką szkodę społeczną i sprawcy są bezkarni albo niezwykle pobłażliwie traktowani.

Jestem zdania, że za niehumanitarne lub nieuzasadnione zabicie zwierzęcia kara powinna wynosić od 8 do 10 lat bezwzględnego więzienia, a za taki czyn dokonany ze szczególnym okrucieństwem sprawcy powinna grozić kara od 12 do 15 lat bezwzględnego więzienia, a dodatkowo w obu przypadkach powinna być zasądzana obligatoryjnie kara przepadku zwierzęcia i dożywotni zakaz trzymania zwierząt i współposiadania ich w jednym gospodarstwie domowym (rodzinie), żeby wykluczyć kombinacje, że zwierzę jest przypisane do innego członka rodziny np. żony, matki, syna itd.

Dziękuję za głos w tej sprawie i zachęcam do "ruszenia" tematu w taki sposób, by wywołać publiczną dyskusję z Kościołem.

Z poważaniem,
Szczepan Kawski

PS. Ja się za mało orientuję w zasadach funkcjonowania portali społecznościowych i w ich możliwościach.


 Kolejny głos w tej sprawie:

 

"Witam, od dawna nurtowało mnie pytanie-czy można jakoś włączyć Kościół w walkę o poprawę losu zwierzat - zwłaszcza tych na wsi.

Przecież księża cieszą się tam sporym autorytetem i szacunkiem. Nawet na katechezie mogliby wpajać dzieciakom o potrzebie troski o żywe stworzenia-czy pies ma wodę, kot jezenie itp.

Chętnie przyłączę się do ewentualnych działań. Szkoda, że już po kolędzie, bo podczas kolędy ksiądz mógłby pytać o warunki bytu braci mniejszych.

Pozdrawiam Maja Sz."