Jakże trudno chronić i bronić zwierzęta przed cierpieniem, gdy prawo chroni zwyrodnialców...

To nie jest żart!

Każdy, kto choć raz próbował pomóc zwierzęciu maltretowanemu przez właściciela, ten wie doskonale, co miałem na myśli w ten sposób tytułując ten list.

Jakże można skutecznie pomagać, gdy prawo nie pozwala obrońcom zwierząt, policjantom, strażnikom miejskim i innym służbom na natychmiastowe wejście na teren czyjejś posesji i/lub czyjegoś domu lub zamkniętego pomieszczenia, gdy otrzymali informację, że zwierzęciu dzieje się krzywda, zwierzę cierpi lub grozi mu śmierć itd.

Ktoś powie, no przecież Inspekcja Weterynaryjna ma takie uprawnienia ustawowe! Pewnie, że ma i co z tego? Nie korzysta ze swoich praw i wie o tym każdy obrońca zwierząt. Inspekcja Weterynaryjna nie ma czasu na zajmowanie się egzekwowaniem i kontrolowaniem przestrzegania przepisów Ustawy o ochronie zwierząt, bo jest zawalona innymi obowiązkami służbowymi. Przy takim stanie liczebnym lekarzy weterynarii w Inspekcji Weterynaryjnej ledwie dają radę podołać obowiązkom podstawowym (ochrona zdrowia zwierząt, nadzór nad hodowlą i produkcją zwierzęcą, ubojem, rozbiorem oraz przetwarzaniem żywności pochodzenia zwierzęcego oraz nad przestrzeganiem dobrostanu zwierząt w hodowlach wielkostadnych na fermach przemysłowych.

Zatem, nie tędy droga, skoro nie stać nas, a nie stać nas i innych bogatych krajów również, na zatrudnienie do 10 tys. lekarzy weterynarii, którzy mogliby w systemie całodobowym nie tylko spełniać swoje obowiązki podstawowe, ale również i zajmować się tym, co najbardziej interesuje obrońców zwierząt.

Dlaczego całodobowo? To proste, bo zwierzęta potrzebują pomocy i obrony o różnych porach dnia i nocy, gdyż ludzie znęcają się nad nimi nie bacząc na godziny urzędowania Inspekcji Weterynaryjnej czy urzędników w gminach, oddelegowanych do tych spraw.

Bogate kraje inaczej rozwiązują ten problem. Tam nie marnuje się czasu wysoko wyspecjalizowanej kadry, jaką są lekarze weterynarii. Tam korzysta się z pracy specjalnie przeszkolonych do tego zajęcia ludzi ze zwykłym, nie koniecznie wyższym wykształceniem, ale za to z zamiłowaniem do takiej pracy, z prawdziwym do tego powołaniem.

Wyszkolenie inspektorów jest niedrogie, nie trwa długo i ich praca nie kosztuje tak dużo jak praca lekarzy weterynarii, których zresztą jest o wiele za mało by sprostać takiemu zadaniu.

Zatem, wzorem amerykańskich służb ratownictwa i ochrony dla zwierząt zwanych Animal Cop albo Animal Service, należy stworzyć Inspektorat Ochrony Zwierząt na bazie specjalistów-wolontariuszy z organizacji społecznych, których statutowym celem jest ochrona zwierząt.

Wracając do sprawy, niemożności wejścia tu i ówdzie w celu udzielenia pomocy lub ratunku zwierzętom albo w celu odebrania zwierząt sadyście, trzeba zwrócić uwagę na przyczynę tych trudności. W umysłach decydentów, ustawodawców i w świadomości osób odpowiedzialnych za przestrzeganie prawa i za ściganie za jego łamanie, za bardzo jeszcze są ugruntowane poglądy, ze zwierzę jest tylko rzeczą, bez żadnych praw, a ich cierpienie i śmierć nie stanowi wielkiej sprawy, nie jest niczym nagannym na tyle by ścigać sprawców bezwzględnie i energicznie, a nawet, jeśli są nieporadni i dadzą się złapać, to nie warto karać ich surowo. Dlatego spraw jest tak niewiele a wyroki, jeśli do skazania dochodzi, są tak żenująco niskie.

Można ten stan rzeczy odmienić tylko przez odpowiednio prowadzoną powszechnie edukację społeczną. Ale o tym innym razem.

Zajrzyjcie na stronę www.zotozwro.org.pl, tam znajdziecie wiele informacji uzupełniających i rozszerzających.