Nie jedźcie na Ukrainę na EURO 2012

holownia-300x200.jpg

W 48 numerze Newsweek, w artykule pt. "Psi los" Szymon Hołownia zaapelował, by odsyłać Ambasadzie Ukrainy bilety na rozgrywki piłkarskie EURO 2012 na Ukrainie.

Chodzi o to, by zbojkotować mecze na Ukrainie i zrezygnować z wyjazdu do kraju, w którym eksterminuje się w bestialski sposób psy i koty...

To doskonała propozycja! Jeśli nawet ktoś nie jest w stanie zrezygnować z oglądania tej imprezy w TV, to niech przynajmniej nie jedzie kibicować na Ukrainę.

Bojkotujcie morderców zwierząt!

UEFA nie zareagowała na holokaust psów na Ukrainie. A co zrobisz TY, w tej sprawie ?

 

=================================================

Szymon Hołownia: Psi los

Jaka szkoda, że nie można już ode­brać Ukraińcom współorganizacji Euro 2012. Nie jest jeszcze jednak za późno, by każdy europejski (a więc i polski) kibic, który wie, co znaczy człowieczeństwo, w geście prot­stu zrezygnował z wyprawy na rozgrywane na Ukrainie mecze. Jeśli ktoś z Państwa zaplanował już wyjazd na piłkę do naszych wschodnich sąsiadów, niech koniecznie obejrzy (dostępny wciąż w sieci) reportaż TVN-owskiego programu „Czarno na białym”.

Reporterka przez dwa tygodnie obserwowała, jak w ramach przygotowań do wielkich sportowych radości Ukraińcy mordują tysiące bezpańskich (i pańskich) psów. Obejrzyjcie zwierzęta, do których pracownicy komunalni strzelili środkiem paraliżującym, przyjrzyjcie się psom podduszanym, wrzucanym żywcem do śmieciarek, wyjącym z bólu, doprowadzanym do wykrwawienia i konwulsji, bo otrutych ludzkimi lekami na gruźlicę, zobaczcie urzędników chwalących się mobilnymi krematoriami, w których zmieści się 40 kg psów, (w stacjonarnych do kotła wchodzi nawet tona). Jeszcze żywe psy uciekają z góry trupów swoich pobratymców.

Posłuchajcie ludzi zadowolonych z właściwego przygotowywania swojego kraju na wielkie wydarzenie i zastanówcie się, czy warto budować radość na zwiększaniu holu i cierpienia, na rozkrwawianiu świata, zadawania mu ran. I w Polsce mamy dewiantów, którzy urywają psu głowę, ciągnąc go za autem. Ale bestialstwo, które u nas podlega społecznemu napiętnowaniu, na Ukrainie zdaje się normą usankcjonowaną urzędniczymi decyzjami.

I to przeraża mnie najbardziej. Takich rzeczy nie wdziałem nawet w Ameryce Łacińskiej, gdzie wałęsają się setki psów i nie można powiedzieć, by były darzone miłością. Jasne, słyszałem, że w schroniskach w USA zabija się ponad milion zdrowych psów rocznie (niektóre w przenośnych komorach gazowych; ostatnio z jednej z nich wyszedł o własnych siłach niedogazowany piękny beagle, który oczywiście stał się ulubieńcem całej Ameryki, która wcześniej do gazu go posłała). Tam jednak działają prężnie organizacje broniące praw zwierząt, więc ten świat ma w starciu z nami jakieś szansę. Z ukraińskimi samorządowcami nie ma żadnych.

W materiale pada z ich ust żelazny argument: ludzie umierają, po co się martwić o psy, żeby Euro się udało, a ludzie mieli za co żyć, trzeba wybić to cholerstwo. Dlaczego nie umieją  pojąć, jak krótkie nogi ma takie myślenie, że ludzie, którzy nie umieją dostrzec świata poza sobą, nigdy nie stworzą nic ze sobą nawzajem? Pod każdym takim materiałem w internecie pojawiają się zaraz komentarze: „Tak, nad pieskami to płaczecie, a kto zapłacze nad poddanymi aborcji dziećmi?”

Z taką demagogią nie można dyskutować, bo jak rozmawiać z kimś, kto nie ma żadnych wzorców? Kto nigdy nie widział naprawdę dobrego człowieka, który wie, co to szanować stworzenie? Spotykałem takich w różnych zakątkach świata. Żeby nie wiem w jakiej biedzie żyli, zawsze znajdzie się u nich miejsce dla jeszcze jednego człowieka, pożywi się koło nich jakiś pies czy kot. Wiedzą, że to też stworzenie, miejsce objawienia się Boga. I naprawdę można całym sercem popierać antyaborcyjne demonstracje, a jednocześnie być przekonanym, że bestialsko zabijając psa, uderzasz rykoszetem w człowieka. Miarą człowieczeństwa nie jest bowiem chwilowe wzruszenie nad piszczącym szczeniakiem, ale racjonalne i utrwalone przekonanie, że my – istoty najbardziej rozwinięte ze wszystkich, a nade wszystko obdarzone duszą dającą nam wgląd w zamysły Twórcy tego świata – mamy wobec niego nie tylko prawa, ale też gigantyczne obowiązki.

Mam nadzieję,  że materiał TVN pokażą inne europejskie telewizje. Szkoda, że nie mogę już kupić biletu na któryś z ukraińskich meczów, nabyłbym go tylko po to, by odesłać do ukraińskiej ambasady, do czego państwa serdecznie zachęcam. Wiem: żeby na Ukrainie zmieniła się sytuacja, musimy wciągnąć ten skądinąd fantastyczny kraj w przestrzeń, gdzie takich rzeczy po prostu robić nie wolno. Jestem za tym całym sercem. Najpierw jednak trzeba naszym sąsiadom uświadomić, że muszą coś szybko zrobić, by jedyną rzeczą, jaka pozostanie im po Euro 2012, nie był koszmarny wstyd.

 

Szymon Hołownia

źródło:  Newsweek, nr 48/2011

=================================================