Wielkie sprzątanie

Dzisiaj (marzec 2008) uczestniczyłem z ramienia TOZ we Wrocławiu w odbieraniu 9 niewielkich psów (3 dorosłe i 6 półrocznych szczeniąt) samotnej kobiecie, która zdewastowała swój lokal mieszkalny i w warunkach gorszych niż w zsypie wegetowała wraz z 13 psami (okazało się, że zdążyła 4 psy wynieść przed akcją, z winy firmy sprzątającej śmieci w jej lokalu).

 

Na ten temat znajdziecie relację w dziale interwencje:

Tragedia psów u samotnej kobiety

Teraz chciałbym poruszyć temat zjawiska społecznego, jakim jest staczanie sie różnych ludzi, którzy niekiedy zmuszają zwierzęta do życia w ich świecie złożonym z gratów, śmieci i brudu oraz niemiłosiernego smrodu. Odór ten jest niezwykle przenikliwy i trwały ("trzyma się" człowieka przez wiele dni). Wszakże, ani brud, ani smród im nie przeszkadza, jest im wręcz obojętny.

Często są to ludzie dotknięci przez los, z własnej lub czyjejś winy. Nie chcą żeby im pomagać. Wraz z nimi cierpią zwierzęta. Tacy ludzie zazwyczaj nie mają pieniędzy i żyją w skrajnym ubóstwie. Czasem żebrzą, ale najczęściej zbierają co się da, grzebiąc w kubłach i śmietnikach, a następnie swoje zdobycze znoszą do domów.

Żadne akcje wywożenia śmieci i sprzątania nie dają skutku. Podobnie jest ze zwierzętami. Jeszcze 2 miesiące temu miała tylko 9 psów, a dzisiaj miała ich aż 13 (kawalerka - pokój z kuchnią ok. 30 m2).

Problem z takimi ludźmi polega na tym, ze do nich nie dociera, że delikatnie mówiąc uprzykrzają życie sąsiadom, że krzywdzą zwierzęta i że robią krzywdę również sobie.

Co z tego, że psy wyglądały jako tako i nawet były czyste (o dziwo!) - skoro musiały znosić niesamowity smród, żyć w skarnie niehigienicznych warunkach (bród, wilgoć) i jeść odpadki ze śmietników od najmłodszych dni, bo właścicielki nie było stać na jedzenie dla siebie i zwierząt?

Sama żywiła się tym co znalazła i tym samym raczyła zwierzęta.

Poza tym wyprowadzała tylko 2-3 psy, spośród całej 13, i to od czasu do czasu. Psy załatwiały swoje potrzeby fizjologiczne w domu...

Takie traktowanie jest niczym innym jak znęcaniem się nad zwierzętami.

Znecaniem sie jest kazde działanie lub zaniechanie działania, którego skutkiem jest cierpienie fizyczne lub psychiczne. Zwykle wiąże sie to ze zmianami fizycznymi i/lub psychicznymi u tak traktowanych zwierząt.

Jeśli odmawia się zwierzęciu zapewnienia mu dobrostanu, to jest to równoznaczne ze znęcaniem się nad nim.

Problem w tym, że czasami trudno jest udowodnić świadome (celowe) działanie lub zaniechanie w celu znęcania się nad zwierzęciem, bo takie postępowanie wiąże się niekiedy z niewiedzą lub upośledzeniem psychicznym, rożnego rodzaju i stopnia.

Niestety w Polsce nie istnieje przepis prawny, który dawałby szansę na wyrok zabraniający komuś na czas określony albo dożywotnio trzymania lub hodowli jakichkolwiek zwierząt w związku z tym, że albo nie może albo nie chce albo za to że maltretował lub zabijał zwierzęta.

Obecnie sąd może tylko zasadzić przepadek zwierzęcia (skrzywdzonego), ale nie może zabronić takiemu człowiekowi ponownego nabycia czy wzięcia w "opiekę" kolejnego zwierzęcia. Może mu tylko zabronić prowadzenia działalności związanej ze zwierzętami (transport towarowy czy osobowy z użyciem zwierząt, albo np. działalność sportowa czy rozrywkowa z udziałem zwierząt) .

Musimy to zmienić, bo póki co walka z takimi ludźmi, to walka z wiatrakami!

Wasz Zwierzolub

 
Ostatnia aktualizacja ( piątek, 14 marzec 2008 )