Z życia żony weterynarza...

telefonWeterynarz prowadzący w pojedynkę gabinet całodobowy nie ma łatwego życia. Śpi i je kiedy może, pomiędzy przyjmowaniem pacjentów, czyli raczej rzadko.

Myślicie sobie „taki zawód wybrał, to ma”? Niestety, wiele zależy od klientów oraz ich podejścia do drugiego człowieka. Przed wykonaniem telefonu warto zadać sobie pytanie: „czy odważyłbym się tak rozmawiać z jakimkolwiek innym lekarzem”? Poczytajcie.

Po godzinach otwarcia, w czasie dyżuru gabinetu dla NAGŁYCH przypadków. Mąż odbiera kolejny telefon z pytaniem o cenę wizyty... To pytanie pojawia się notorycznie, a niestety nie da się konkretnie odpowiedzieć bez zbadania pacjenta. Podał orientacyjną kwotę.

- Ale dlaczego tak drogo?

- Wizyta na dyżurze i koszt leku.

- A mój weterynarz sprzedaje lek bez kosztu wizyty.

- To proszę się zgłosić do niego.

- Ale on teraz nie przyjmuje.

- No widzi pani, a ja mam dyżur.

Następny telefon... Zaskakująco (?) podobny. Ciekawe, czy od lekarza pierwszego kontaktu taka osoba również wymaga diagnozy przez telefon.

- Mój pies się nie załatwia.

- To proszę z nim przyjechać.

- A ile to będzie kosztowało?

- Nie wiem, muszę psa zbadać.

- A nie można poradzić przez telefon?

- Nie, ponieważ trzeba poznać przyczynę.

- To dlaczego podajecie telefon w internecie?! Już ja was polecę, zobaczycie!

I następna rozmowa... Czy gdy dziecku coś dolega też czeka się kilka dni, „bo może mu przejdzie”? Zwierzęta są jak dzieci – w dodatku takie, które nie powiedzą gdzie i w jaki sposób je boli.

- Pies się dziwnie zachowuje, chyba jest chory.

- Proszę przyjechać.

- A nie mogę sam mu coś podać?

- Nie, powinien go zbadać lekarz, a od kiedy tak się czuje?

- Od kilku dni...

Czy ja żyję na jakiejś obcej planecie? Czy może niektórzy ludzie chcieliby mieć porady weterynarza na NFZ? Ciekawe, jakie byłyby wtedy kolejki…

Ja za swoją pracę dostaję wynagrodzenie. Każdy z dzwoniących, jeśli pracuje, również. Dlaczego niektórzy potrafią uszanować trudną pracę weterynarza, a inni sądzą, że zadzwonili na bezpłatną infolinię? Telefonują w nocy, budzą, mówią że przyjadą i nie zjawiają się. Można by opisywać długo... Niestety, nie wiedzieć czemu, nie wszyscy zdają sobie sprawę, że lekarz pracuje i z tego żyje.

Na koniec coś, co brzmi jak anegdota, ale wydarzyło naprawdę. W środku nocy budzi nas dzwonek domofonu przy gabinecie:

- Słucham?

- Czy można u pana kupić zapałki ? Nie? A gdzie jest jakiś nocny sklep w tej okolicy?

Na szczęście przypadki opisane powyżej należą do mniejszości :) Pozdrawiam wszystkich odpowiedzialnych opiekunów zwierzaków! Jesteście wielcy!