Kot liże ścianę lub żuje przedmioty

Wśród niektórych kotów zdarzają się takie zachowania, jak lizanie ścian, podłóg lub przedmiotów bez wyraźnej przyczyny (jaką byłby np. zapach jedzenia lub kocimiętki).

 

Istnieje kilka teorii, dlaczego tak się dzieje, jednak żadna nie wyjaśnia tematu z niezbitą pewnością.

 

Niektóre hipotezy mówią o tym, że kot wykrywa obcy zapach i w ten sposób chce go zamaskować. Inne, że wyczuwa na tych przedmiotach śladowe ilości pierwiastków, których brakuje w jego organizmie. Jeszcze inne, że to objaw choroby.  Dlatego w pierwszej kolejności należy udać się z kotem do lekarza weterynarii, by go przebadał i potwierdził lub wykluczył chorobę (np. nerek, wątroby, trzustki czy przewodu pokarmowego) jako przyczynę "dziwnych" zachowań pupila.

 

Jeśli jednak takie zachowania nie wynikają ze złego stanu zdrowia i powtarzają się sporadycznie oraz nie towarzyszą im dodatkowe niepokojące objawy, to może to być po prostu zachowanie kompulsywne, takie jak np.: ssanie wełny, czy żucie rzeczy niejadalnych (plastikowe worki, papiery, materiał ubrań itp.). To tzw. łaknienie spaczone, występuje wtedy, gdy kot się nudzi, jest zdenerwowany i chce się uspokoić lub po prostu zwrócić na siebie uwagę właściciela.

 

Co zatem robić? Przede wszystkim dostarczać kotu rozrywek – jak najczęściej się z nim bawić, a najlepiej zapewnić mu towarzystwo (żadna zabawka nie zastąpi kompana do zabaw). Dopóki zachowania nawykowe będą się powtarzać, najlepiej chować dokładnie wszystkie zagrożone przedmioty (ubrania, książki, dokumenty itd.). Trudno schować ściany, więc gdy tylko zauważymy, że nasz ulubieniec zaczyna je lizać, należy mu łagodnie przerwać i zająć czymś przyjemniejszym, np. zabawą.


Na koniec należy podkreślić, że takie kompulsywne działania nie są całkowicie nieszkodliwe. Kawałki przeżutego materiału, wełny czy plastiku mogą skutecznie zablokować kocie jelita i spowodować poważną chorobę. Zaszkodzić może też farba z niektórych wydruków, np. fotografii. Zatem zwracajmy uwagę na to, co „wkłada” do pyszczka nasz zwierzak. Może sobie tym bowiem zaszkodzić – podobnie jak niedopilnowane dziecko.